Drobne dłonie z pasją strugały kawałek lipowego klocka. Wszędzie było pełno wiór. Mały chłopiec o imieniu Baril dobiegał dwunastu wiosen. Na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym szczególnym… Wzrost i wygląd zupełnie przeciętny jak na jego przedział wiekowy. Ani nadmiernie wyrośnięty, ani lichawe chucherko. Pomysły i zainteresowania pokrywały się z miejscową dzieciarnią, z którą to Baril zwykł codziennie łobuzować. Oczywiście tylko w chwili kiedy nie był zobowiązany do nauki i pracy. Był synem miejscowego stolarza i już od najmłodszych lat asystował ojcu w pracy. Odkąd pamiętał uwielbiał przesiadywać w ojcowym warsztacie i przyglądać się jak silny mężczyzna z wprawą i łatwością przekształca surowe kloce drewna i nieheblowane deski w użyteczne przedmioty, które później szybko znajdowały nabywców. Z biegiem lat sam zaczął wykonywać drobne zadania w rodzaju przeszlifowania drewnianych płaszczyzn, wyborowania otworów albo przycięcia materiału na odpowiednią długość. Szybko też wyszło na jaw, że malec posiada wrodzony talent artystyczny. Po dłuższej chwili Baril trzymał w dłoniach figurkę siedzącego kota. Uśmiech wykwitł na dziecięcej twarzy. Odłożył świeżo wykonaną zabawkę na stół w pracowni i pobiegł do kuchni. W locie chwycił leżącą na stole kromkę razowego chleba, umoczył w leżącym przy piecu garnku ze śmietaną i szybko wepchał ją w całości do ust. Zerknął za okno oszklone małymi szybkami. Na podwórzu jego ojciec pomagał w załadunku wykonanych przez siebie mebli na ciągnięty przez dwa muły wóz. Spojrzał na ścianę. Brak fartucha i koszyka wskazywał na to, że matka udała się na targowisko. W obecnej chwili nie miał więc nic ciekawego do roboty. Nauka szła mu, może nie opornie, ale dużo bardziej wolał pomagać w zajęciach ciesielskich niż ćwiczyć gramatykę. Dużo to będzie pożytku z tej jego nauki. Przecież i tak zostanie stolarzem. Tak jak jego ojciec, dziadek i pradziadek. Robota w drewnie przechodziła w tej rodzinie z ojca na syna. No ale po prawdzie nauka czytania i pisania może się do czegoś przydać… Baril w głębi duszy to wiedział, ale dziecięca ciekawość świata i zew przygody robiły swoje. Wybiegł szybko do sieni, sięgnął pod ścianę gdzie oparty spoczywał jego łuk i kołczan ze strzałami. Po chwili już stał z naciągniętą cięciwą z tyłu domu i mierzył do idącego po dachu sąsiada kota z upolowanym ogromnym szczurem w pysku. Świst strzały rozległ się w jedno z przeraźliwym miaukiem. Kot przerażony wypuścił zdobycz i dał susa w tył. Na ziemię spadł martwy szczur przeszyty Barilową strzałą. To był drugi talent małego stolarza. Wręcz niesamowita umiejętność celnego strzelania. Ojciec chwalił się, że jego syn byłby w stanie trafić w lewe oko szerszenia z odległości kilkuset stóp. Co ciekawe Baril wcale nie musiał intensywnie i długo ćwiczyć. Nie wiadomo również po kim chłopiec odziedziczył tą przydatną umiejętność. Jego ojciec bronią posługiwał się jak ostatnia fajtłapa. W bliższej i dalszej rodzinie również nie było mistrzów łucznictwa. Baril nie zastanawiał się nad tym zbyt intensywnie. Cieszył się po prostu obcowaniem ze śmiercionośną bronią traktując łucznictwo po prostu jako dobrą zabawę. Nigdy też nie lekceważył walorów swojego oręża. Pamiętał dobrze przestrogę ojca: „Do ludzi strzelaj tylko w obronie siebie albo słabszego”. Baril wspiął się na ogrodzenie oddzielające jego dom od ulicy. Spojrzał w miejski krajobraz udekorowany czerwienią zachodzącego słońca. Trzecim talentem chłopca zaś była niezwykła rzecz. Nie wiadomo czy podczas jego poczęcia czy narodzin planety ułożyły się w niespotykanym porządku. Czy to może jakiś rzucony przez kogoś urok lub zaklęcie. Czy też może jego nieznani przodkowie obdarzeni byli mocą. Niezaprzeczalnym faktem było to, że chłopiec zdawał się zupełnie niewrażliwy na magiczne moce. Ani talizmany, uroki czy magiczne symbole nie mogły oszukać jego zmysłów i rozumu. Toteż kiedy za podążającą w oddali młodą, czarnowłosą dziewczyną dostrzegł skradającego się ze sznurem dłoni jasnowłosego, wysokiego nieznajomego, nie wahał się ani chwili. Wolnym, acz pewnym ruchem wyjął z kołczana strzałę i naciągnął cięciwę…
Baril 01 Strzała
przez
Tagi:
Komentarze
Jedna odpowiedź do „Baril 01 Strzała”
-
Strzała poszybowała pewnie. Lekko, jak okręcik z kory brzozowej. Szlak! Wrzasnął ten ze sznurem. Młoda kobieta odwróciła się błyskawicznie. Eh ty! Znów na mnie polujesz? Nie dość ci było bęcków od mistrzyni? I tak kiedyś cię zdobędę fanerin. Akademia pieśniarzy ciebie nie obroni. I tak kiedyś będziesz mósiała wyjść po za jej mury.
Dodaj komentarz