Grubsor 01: Znalezisko w piwnicy

Z krótkiego i poszarpanego snu niewiele było pożytku dla Grubsora. Prócz palącego ogniem czoła i spowodowanego tym ogólnego zamroczenia, paskudna rana na nodze nie chciała nawet zacząć się goić. Dwudziestoletni mężczyzna przeklinał po kolei wszystkie parszywe dni począwszy od tego, w którym poczynił mało efektowny, acz zmieniający styl życia napad. Grubsor obrabował wtedy drobnego przekupnia rybami, gdy ten, zmuszony najwyraźniej potrzebą, oddalił się na chwilę od swojego straganu. Zysk nie był wielki, bo na rybim interesie trudno zbić fortunę mając dookoła tyle nieuczciwej konkurencji. Udany wyskok ośmielił jednak młodziana do kolejnych prób. I tak to już od blisko pół roku jego praca polegała na zmuszaniu innych, żeby pracowali dwa razy więcej – zwłaszcza skołowani i z pewnością podirytowani stróże prawa.

Wczorajszy dzień Grubsora nie należał do udanych. Zaczynając realizację obowiązków wynikających z rodzaju wykonywanego zawodu, w duchu życząc sobie powodzenia i przychylności sił nadprzyrodzonych, nie spodziewał się, że osobiście wysłucha go sam pech. Z pozoru wczorajsza robótka była prosta: po cichu wejść, zabrać co się da i najpewniej można uznać dzień pracy za skończony. Niestety. Już na wstępie czekała go niemiła niespodzianka. Robiąc ostatnie przygotowania przed tym jak uderzy, przyglądał się upatrzonemu domostwu zza chylącego się ku upadkowi płotu. W pewnym momencie posłyszał dyszenie i warczenie psa. Błyskawicznie ocenił sytuację i postanowił zacząć działaś natychmiast. Bez oglądania się za siebie, wrzucił na przydomowe podwórko przygotowany wcześniej pachnący mięskiem pakunek i przystąpił do pokonania przeszkody jaką stanowił drewniany płot. Chciał to zrobić po cichu, bez niepotrzebnego w tym momencie rozgłosu. Problem w tym, że sztachety sypiące dookoła pruchnem, miały w sobie tu i ówdzie pordzewiałe, archaiczne gwoździe. Na jeden z takich Grubsor nadział się nogą kiedy przeskakiwał przez ogrodzenie. Szarpnął się, uwolnił nogę i by nie wrzasnąć z bólu, zacisnął mocno zęby. Bardzo mocno. Noszone spodnie, pomimo grubej skóry z jakiej były wykonane, nie ochroniły go od zranienia. To właśnie wtedy przeklął ten dzień po raz pierwszy, prócz gwiazd mając przed oczyma pecha, radośnie machającego swym demonicznym ogonem. Mężczyzna chyłkiem ruszył w stronę chałupy, co kilka kroków rozglądając się naokoło. Podstępny prezent dla pozostałego z tyłu psa prawdopodobnie spotkał się z zainteresowaniem zwierzęcia, bo żadne warknięcia ani sapnięcia nie dobiegały już uszu włamywacza. Grubsorowi udało się dotrzeć do ściany domu, gdzie w toku swych obserwacji wypatrzył już wcześniej schodki do piwnicy. Ostrożnie, na ile pozwalała mu piekąca coraz ostrzejszym żarem noga, zszedł i otworzył niezabezpieczone w żaden sposób drzwi. Ku zdumieniu, ze środka buchnął straszny odur czegoś gnijącego. Grubsor w tym momencie dodatkowo dwa razy zastanowił się czy iść dalej. Aż takich niespodzianek to się tutaj nie spodziewał. Ale kto by się spodziewał niespodzianek, zwłaszcza w tym szlachetnym fachu? Nie poddał się jednak i postanowił brnąć wgłąb ciemności tak jak to sobie zaplanował. Postąpił krok do przodu, potem drugi i wtedy stopą obolałej i zranionej nogi trafił na coś miękkiego, co spoczywało na glinianym klepisku. Pochylił się i niczym ślepiec, wysunął ręce żeby to zbadać. Jego dłonie odziane w cienkie rękawiczki natrafiły na jakieś ubrania, a w chwilę później namacały skrywany materiałem znajomy kształt. Serce aktywne już i tak ponadprzeciętnie, teraz niemal dudniło mu w samej głowie. Z niedowierzaniem przesunął dłońmi raz i drugi po niespodziewanym znalezisku. To były bardzo znajome kształty. Takie, którym z zaangażowaniem przyglądał się, tak jak teraz również po ciemku, ilekroć stać go było na zapłatę za wizytę w jednym z zamtuzów. Ciało to jedno, trupy nie były Grubsorowi nowością, sam nawet w trakcie paru akcji kilku ludzi ukatrupił. Dodatkowo panujący w pomieszczeniu smród kazał przypuszczać, że coś tu jeszcze nie pasowało, tak jakby… Nagle wrzasnął i zapominając o niskim suficie, odruchowo spróbował się wyprostować. Uderzył głową w drewnianą belkę aż go przymroczyło na chwilę, zatoczył się do tyłu, wreszcie złapał równowagę i czym prędzej począł się wycofywać. Wypadł z piwniczki, potknął się a wtedy jego świadomości doszedł fakt, że nie tylko narobił rumoru, ale rumor robi jeszcze ktoś, w chałupie nieco powyżej miejsca, w którym usiłował własnie się pozbierać. W ciemności przez niedomknięte okiennice Zamigotały światła. Na moment zapominając o tym co zmroziło mu krew w żyłach, ruszył pędem w stronę ogrodzenia. Byłby się kolejny raz zabił, choć wciąż jeszcze żył. Wszystko przez to, że zapomniał o psie, tym którego poczęstował wcześniej mięskiem niespodzianką. Zwierze leżało przy płocie w cichy podrygując jeszcze i skomląc prawie bezgłośnie. Grubsor ominął je, nie miał czasu się tym zajmować. Nie dbając o płot chciał go jak najszybciej pokonać. Ten poczuł się chyba zlekceważony i postanowił utrudnić mu drogę ucieczki, zahaczając cholernymi gwoździami znowu o tę samą nogawkę. Mężczyźnie jednak udało się przejść, tym razem bez uszczerbku na zdrowiu, co innego ubranie, którego fragment pozostał po części nabity niczym dowód zbrodni na gwóźdź. Pechowy włamywacz popędził przed siebie ile sił w nogach, w miarę dystansu słabnąc coraz mocniej, a pod koniec niemal wlokąc się i kuśtykając na zranionej nodze.

Grubsor przetarł nerwowym gestem spocone czoło. Usiłował zebrać myśli w sensowną całość i przypomnieć sobie szczegóły wczorajszego wieczoru. Napad, piwniczka, to cia… zdążył tylko wychylić głowę poza legowisko. Do męczących go dolegliwości mógł po chwili dodać skręcanie zupełnie opustoszałego żołądka i rychłą potrzebę sprzątnięcia wymiocin. Głowa z powrotem opadła mu na zawiniątko służące za poduszkę. Nie będąc świadom, że majaczy, na nowo zasnął.


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Jedna odpowiedź do „Grubsor 01: Znalezisko w piwnicy”

  1. Awatar lalar123
    lalar123

    Śniło mu się, że stoi w bogato zdobionej komnacie. Przypominała mu ona coś z za mierzchłej przeszłości, ale nie potrafił sobie przypomnieć co. Rozejrzał się. Na środku stał zdobiony i inkrustowany szlachetnymi kamieniami ogromny żeźbiony tron. Na nim zaś, spoczywała dopiero ją dostrzegł Pięknej postury jakajs Pani. Gdy się bardziej przyjżał spostrzegł, że owa Pani wygląda, jakby miała się zaraz rozpłynąć. Jej ciało zbódowane było z eterycznej świetlistej poświaty. Jedynie tułów ręce nogi i głowa były normalne. Reszta w tym ubranie wyglądające na utkane z promieni księżycowych, było eteryczne.
    "Jesteś więc." Powiedziała, a jej głos brzmiał jakby dochodził z daleka z ogromnej wielkiej sali pełnej ech. Myślałam, że już się nie zobaczymy! Ale jednak jesteś." "Pomogę ci, bo mi się podobasz. Jednak jak to mówią, coś za coś."
    "A co byś chciała Pani?" Zapytał grubsor. "Nic. Po za tym, że ukradniesz dla mnie mały drobiazg. Przecież tym się trudnisz prawda? Nagle wszystko zniknęło. Grubsor ze stęknięciem przebudził się ze snu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *