Gliniany dzban z winem huknął o brudny stół. Powiedzieć zresztą, że stół był brudny to jakby nic nie powiedzieć. Powierzchnia karczmowego mebla wprost lepiła się od nigdy nie ścieranego kurzu, rozlewanych przez lata trunków i potu niezliczonej rzeszy klientów. Powietrze też nie było lepsze. Smród stęchlizny, niemytych ciał i skisłego piwa aż szczypał w oczy. Zdawałoby się, że gdyby tylko ktoś myślący otworzył mocno zatrzaśnięte okna z brudnymi, tłustymi szybami to do środka wpadłby świeży powiew z zewnątrz i chociaż trochę rozcieńczył olfaktoryczną galaretę. Niestety. Na dworze wcale nie było lepiej. Odór zleżałego trupa jaki bił z sąsiadującej z karczmą garbarni mógłby stanowić niezłego konkurenta w konkursie na najbardziej śmierdzące powietrze. Rzecz jasna gdyby znalazł się śmiałek lub idiota, który takie wybory by przeprowadził. Wnętrze karczmy tonęło w półmroku. W środku siedziało może pięciu zalanych w pestkę, kiwających się na drewnianych zydlach klientów. Bywały jednak dni kiedy o miejsce wewnątrz wybuchały wręcz awantury. Karczma nie słynęła bynajmniej ze znakomitej kuchni lub przednich napiwków. No, nazwa była dość ciekawa. „Pod kurą i czarodziejem”. Przez bywalców przechrzczona jednak została na bardziej swojsko brzmiące „Pod kurwą i złodziejem”. Geneza oryginalnej nazwy to zresztą temat na inną opowieść. Wracając do głównego wątku ani jadło, ani napitki nie były mocną stroną lokalu. Ziołowe mikstury dodawane przez karczmarza do wina tylko u osób, które miały język z drewna potrafiły zamaskować kwaśność i stęchliznę. Jeden tylko fakt stanowił o niezaprzeczalnej, wielkiej zalecie karczmy. Położenie. Leżący na totalnym uboczu, w dodatku w pobliżu smrodliwego sąsiedztwa drewniany budynek kryty wyliniałą, zbutwiałą strzechą tworzył przestrzeń spotkań dla specyficznej klienteli, której obce były wykwintne stroje i dworskie obyczaje, a zamiary niekoniecznie współgrały z panującym prawem. „Pod kurą i czarodziejem” miała więc zasłużoną i pożądaną w niektórych wąskich kręgach złą opinię. Ba, nawet przeszłość domostwa, które dopiero zgoła od 15 lat było karczmą nie nastrajała optymistycznie. Ongiś była to bowiem chata miejskiego kata, który wraz z całą swoją rodziną zmarł na ospę podczas ostatniej epidemii. Budynek stał potem pusty przez kilkanaście lat i popadłby zupełnie w ruinę, gdyby nie wrodzona żyłka do interesów karczmarza Kleofasa. Wydzierżawił on butwiejący pustostan od rady miejskiej za paręnaście groszy ściągając tym samym z barków rajców obowiązek dbania o mienie miasta. Poczynił niezbędne remonty, które w podstawowy sposób zabezpieczyły dom i postawiły kres jego niszczeniu. Kleofas we własnej osobie stał za szynkwasem i toczył do glinianego dzbana winnego cienkusza z beczki stojącej po prawej stronie nieheblowanego kontuaru. Dobiegał pięćdziesiątki, ale dzięki monstrualnej wręcz otyłości na jego nalanej, uśmiechniętej twarzy nie było widać zmarszczek. Łysa czaszka upstrzona po bokach czarnymi resztkami włosów pokryta była czerwonymi liszajami. Długa, czarna broda sięgająca ogromnego brzuszyska chyba nigdy nie była rozczesywana i myta, bowiem w jej wnętrzu tkwiło mnóstwo niewiadomego pochodzenia paprochów. . Karczmarz miał na sobie bury fartuch, w który co chwilę wycierał ubrudzone winem napuchłe dłonie z połamanymi, czarnymi paznokciami. . . Dobrotliwy wygląd poczciwego grubasa i niepozorne imię w najmniejszym stopniu nie korespondowały z jego chytrym charakterem. Kleofas zawsze wiedział skąd wieje wiatr i gdzie warto ucho przyłożyć, gdzie schlebić komuś kwiecistym komplementem, a gdzie sypnąć groszem. Piętnaście lat temu przy ruinie katowskiej zagrody rozbiła swój obóz trupa wędrownych kuglarzy. Ich popisowym numerem były sztuczki magiczne wykonywane przez rzekomego czarownika, który tajemne nauki pobierał podobno u samych hinduskich mistrzów. Popisowym numerem było znikanie złotych monet, wtykanych przez rozochoconą publiczność w garść maga, który na oczach tłumu zaciskał pięść, chuchał w nią i ku ogólnemu zdziwieniu otwierał pustą dłoń. . Nie było nikogo, kto potrafiłby domyślić się na czym ów sprytny numer polegał. Faktem było to, że monety w tajemniczy sposób gdzieś znikały. Pokazowi magicznemu towarzyszył jazgot fujarek i bębnów. Znalazł się jednak widz obdarzony tak wybitnym i czułym słuchem, że pomimo hałasu czynionego przez kuglarską kapelę zdołał usłyszeć gdakanie zamkniętych w cyrkowym wozie kur. Tych samych, które od jakiegoś czasu ginęły w okolicy. Całą trupę wzięto na spytki. Znalazły się również ukradzione ludziom monety. Kuglarzy wychłostano i przepędzono, czarownika zaś wściekły tłum powiesił na okolicznym drzewie. Pamiątką tamtych wydarzeń jest oczywiście szyld z wypisaną na karczmie Kleofasa jej nazwą, przechrzczoną przez bywalców nazwą na „Pod kurwą i złodziejem”, jak już wcześniej zostało wspomniane…
Karczmarz Kleofas 01 – Karczma „Pod kurą i czarodziejem”
przez
Tagi:
Komentarze
Jedna odpowiedź do „Karczmarz Kleofas 01 – Karczma „Pod kurą i czarodziejem””
-
Wtem, drzwi otwarły się z trzaskiem i do karczmy wszedł jegomość w burym tweedowym płaszczu z księgą pod pachą i laską w lewej rence. Heheee! Chuknął jeden z W trópa zalanych gości karczmy. Kolejny czarownik! Może i ty będziesz oszukiwał i kręcił co? Nie zamierzam nikogo oszukiwać. Nazywam się "Tokari" i zmierzam do akademi magii kamelot która mieści się w północnej części fantezji. W królestwie fiore. Popppo chik! Czknął jeden z zalanych. Powieśmy go! Dla przykładu! Zerwali się zaraz ochoczo wszyscy bywalcy, by wprowadzić pomysł w czyn. Mag odrzócił księgę i laskę na bródną podłogę, po czym uniósł ręce i krzyknął: Atalaripsu, apolokaris!" Z obydwu dłoni czarodzieja chlusnęło jak woda białe światło które rozdzieliło się na tysiące promieni które udeżyły w pijaków, poczym uniosły ich nad ziemię. Powisicie sobie tak, puki nie zniknę. Karczmarzu. Macie tu butle nalejcie mi wina waszego, i znikam. Kleofas wypełnił pospiesznie rządanie maga. Ten podniósłszy butlę i włożywszy ją sobie za pazuchę, klasnął wręce. Rozległ się w tym momęcie dźwięk przypominający chuk gromu. A po chwili maga już nie było. Wisielcy promienni zaś opadli na ławy przy stołach.
Dodaj komentarz