Ahena 01: Wizyta u babci

Ahena szła ścieżką wśród pól wijącą się po zboczu wzgórza, na którym usytuowane było Ekelect. W ręku niosła pleciony koszyk z wikliny, w środku którego, prócz bochenka świeżo upieczonego chleba i butli z winem, zapakowane były smakołyki dla babci. To znaczy dla Aheny te ostatnie też, bo starowinka przecież sama wszystkiego i tak by nie zjadła. Szesnastoletnia dziewczyna często zachodziła z takimi podarkami do starszej kobieciny. Była to dla niej wspaniała okazja do poznawania sekretnego życia i oddziaływania roślin, na których jej babcia znała się jak nikt inny w okolicy. Nieoficjalnie i po znajomości Ahena była na terminie u starej zielarki. Choć do konieczności zarejestrowania się w ratuszu z konkretnym wykonywanym zawodem zostało jej jeszcze ze dwa lata, okoliczni mieszkańcy już teraz nierzadko korzystali z jej nabytych podczas takich wizyt umiejętności. Babcia mimo swej rozległej wiedzy nie była na tyle silna, żeby wędrować po okolicznych gospodarstwach na wezwanie. Dlatego raz po raz wysługiwała się Aheną, a tak naprawdę pozostawiała jej wolną rękę do działania, byleby tylko dziewczyna nie zaszkodziła komuś i sobie. Do żadnego nieszczęścia z ich udziałem jak dotąd nie doszło, co wyrobiło dobrą renomę obu zielarkom bodaj w całym Ekelect.
Młoda kobieta odstawała znacznie od swych ruwieśniczek pod względem bystrości i obrotności. Nie była może ani urodziwa ani odpowiednio zbudowana, by wyglądem obiecywać kawalerom urodzenie i wychowanie licznego potomstwa. Nie to jej było jednak w głowie, choć swojego chłopca w sercu miała. Ahena wolała się kształcić i pragnęła któregoś dnia wyjechać do jednego z tych miast, z których czasem ktoś z wędrowców zajeżdżał do Ekelect i dzielił się wieściami z dalekich stron. Starała się nie dawać poznać po sobie, jak bardzo interesują ją te opowieści, a tak naprawdę przysłuchiwała się im z fascynacją i nadzieją w duchu. Ona też kiedyś chciała wyjechać, nauczyć się tych wszystkich mądrości, a może nawet zostać… Przerwała sielankę myślom bujającym w obłokach i pokręciła głową, samą siebie przywołując do rzeczywistości.

Wydeptana, dość szeroka dróżka wiodła wśród pól obsianych zbożem i obsadzonych warzywami. W popołudniowym słońcu widok był bardzo piękny, zwłaszcza patrząc na pola leżące poniżej. Tu i ówdzie rysowały się rozgraniczające ziemię miedze albo inne dróżki podobne do tej, którą wędrowała dziewczyna. Z tego miejsca dało się objąć wzrokiem spory teren, aż do błękitnawej nitki rzeki Filq, widocznej hen w dole. Z tej strony wzgórza nie rosło zbyt wiele drzew. Las był niewidoczny, skryty po drugiej stronie miasta.
Babcine gospodarstwo, a raczej samotna chata z przyległymi do niej kilkoma zagonami i ogródkiem, znajdowały się już całkiem niedaleko i po kilku chwilach Ahena weszła przez furtkę na podwórko. Wszędzie coś rosło, pachniało, zieleniło się. Choć ogródek przylegał bardziej do tylnej ściany chaty, także i tu różne zielska znalazły swoje miejsce. Do drzwi wiodła wysypana kamieniami, szeroka na dwa łokcie alejka. Swoim charakterem i podejściem do estetyki, babcia bardzo nie przypominała zwykłej wieśniaczki w zwykłym wiejkim domku. Obejście musiało dobrze się prezentować, a obecny widok nasuwał na myśl jakąś hybrydę dworku i chałupy. Ahenę trochę to bawiło, choć nie miała nic przeciwko i sama od paru już lat pomagała utrzymywać tutaj porządek. Smolistoczarny kot wylegiwał się na zydlu przed domem. Wokół panował spokój i cisza. Dziewczyna i zwierzę niezbyt się lubili dlatego Ahena przemknęła po trawie, nie chcąc chrzęstem kamieni przerwać snu kotu. Bez pukania uchyliła drzwi chaty i nie zwróciwszy na siebie niczyjej uwagi weszła do chłodnego wnętrza.
Dom podzielony był szeroką sienią na pół. Po wejściu do środka, w ścianach na prawo i lewo zwisały grube kotary, za którymi znajdowały się pozostałe pomieszczenia. Tylne drzwi były otwarte, prawdopodobnie mieszkanka domostwa zajmowała się jakimiś pracami w ogródku albo na działce. Gdzie tylko się dało coś zawiesić, tam wisiały i pachniały pęki ziół i warzyw. Wzdłuż ścian ustawionych było kilka skrzyń i koszy, a w nich kolejne warzywa i różne owoce. Oprócz tego o ściany opartych było kilkanaście narzędzi rolniczych, jakieś deski i drabina.
Ahena wślizgnęła się do izby po lewej. W środku urządzona była dość zwyczajna kuchnia ze stołem, piecem kaflowym o szerokim palenisku i wąskie łóżko przykryte kolorowym materiałem. Dziewczyna postawiła koszyk na krześle i wyłożyła na stół przyniesione z sobą wiktuały. Ze starannością poustawiała wszystko by prezentowało się jak najbardziej kusząco. Babcia lubiła te jej wizyty i nigdy nie odmawiała skosztowania choćby po trochu każdego ze smakołyków, jakie Ahena przynosiła. Ostatnimi czasy stara zielarka nie odmawiała zwłaszcza wina i spośród wszystkiego, ono kończyło się kobietom najszybciej. Z ochotą piły obie. A później rozmawiały, rozmawiały… aż zapadał zmrok. Ahena wracała do domu albo nazajutrz albo za dzień czy dwa, wedle obowiązków jakich się podejmowała.
Po rozpakowaniu i ustawieniu wszystkiego odpowiednio, młodą adeptkę naszła ochota nieco odpocząć. Tak też zrobiła. Zzuła ze stóp wyściełane skórką hodaki, prezent od jej chłopca. Myśl o nim przywołała ładny uśmiech na jej wargi. Postawiła buty przy wejściu. Najpierw ostrożnie przysiadła, a później wyłożyła się wygodnie na łóżku. Znów pozwoliła płynąć myślom swobodnie. Po chwili i ona odpłynęła w przyjemny sen.


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *