Arhil 01. Pościg.

Przydrożne zarośla zaszeleściły delikatnie, gdy z po między roślin wysunęła się wysoka, smukła postać, odziana w czarny jak skrzydło kruka płaszcz. Nieznajomy odprowadzał wzrokiem spokojnie maszerujący konwój wojska, a w jego spojżeniu można było dojżeć radość i chłód.
– W końcu. – Pomyślał, powolnym krokiem udając się za kawalkadą.
Archil, bo tak brzmiało imię podróżnika nie potrafił zapomnieć doznanej krzywdy. Krzywdy, która pozbawiła go rodziny oraz ukochanej, Lirael. Krzywdy, która sprawiła, że musiał uciekać w jak najbardziej zalesione tereny otaczające miasto Ekelect. W reszcie krzywdy, przez którą jego natura, jego charakter, wszystko to rozpadło się na kawałki, wymieszało i ułożyło w nową całość.
Niegdyś pełen życia, radosny, choć czujny. Obecnie bezwzględny i zimny. Tak możnaby opisać obecnie Archila, ale czy było się czemu dziwić?
Mówiąc w prost, niesprawiedliwość tego świata trafiła go z pełną mocą, wywracając jego żeczywistość o 180 stopni.
Gdy 4 lata temu, razem z całą osadą elfów Archil opuszczał góry i udawał się do Ekelect nie przeczówał, co go tam spotka. Oczywiście wiedział, że czasem ludzie mają uprzedzenia do takich, jak on, ale nawet w najgorszych koszmarach nie myślał, że będzie aż tak źle.
W czasie, w którym elfickie plemię emigrowało ze smoczej góry, miasteczkiem Ekelect żądził okrutny burmistrz Jackus. Był to człowiek, o którym krążyło mnustwo opowieści. Podobno został wybrany na burmistrza, ponieważ udało mu się przekupić ponad połowę mieszkańców obietnicami oraz stosami złota. Gdy jednak już obiął władzę pokazał swą prawdziwą twarz.
Był to 1 z najgorszych tyranów, jacy panowali w miasteczu. Bezwzględny i surowy, mało tego skąpy i chciwy. Po dwóch latach od wejścia na tron władzy, Jackus zapragnął zxagarnąć więcej dla siebie. Interesowały go bowiem tylko jego własne sprawy.
Talchemia, miasto leżące po drugiej stronie lasów północy, słynęło z kopalni żelaza, które to wzbudzały zazdrość tyrana.
Jackus oczywiście nawet nie myślał o tym, by zawrzeć jakikolwiek sojusz z tamtejszym miastem, wymiana towar za towar, albo coś podobnego. Wysłał posłańa z listem, w którym było napisane, że jego życzeniem jest, by Talchemia wydała swe kopalnie w władzę Ekelect. Skutkiem tego była gwałtowna wymiana zdań, która zakończyła się wojną, trwającą szczęśliwie tylko przez kilka miesięcy, a zakończoną przez pewnego skrytobójcę zwanego Cieniem, który na zlecenie, najprawdopodobniej syna burmistrza sprzątnął okrutnika, kończąc przy tym spór.
Jak to miało się natomiast do plemienia, w którym żył Archil? Jackus słynął także z tego, że nie znosił wszystkiego, co nieludzkie. Istoty niebędące ludźmi za jego panowania miały bardzo ciężko. Nie dziwota zatem, że wiele z nich opuściło Ekelect, udając się w swoje strony. Powodem tego było gnębienie raz konieczność płacenia podatku z faktu nie bycia człowiekiem w wysokości 10000 fantezów miesięcznie.
Nie wiedzący o niczym współbratymcy Archila, w raz z nim udali się do miasta w czasie owej wojny, podczas której burmistrz podniósł podatek 3krotnie. Gdy jednak towarzysze Archila nie zgodzili się na jego uiszczenie, powołując się na to, że nie są bestiami, nie są tak inni od ludzi i też mają potrzeby, burmistrz w odpowiedzi nasłał na nich całą kawalkadę wojsk, na której czele stał kapitan Madfred. To on, na oczach Archila, zamordował elfów jednego po drugim. Nie wszystkich, oczywiście, ale większość z nich. W grupie znalazła się rodzina Archila oraz elfka, do której czół szczególną sympatię.
Żołdaków nie interesowało nic. Ani to, kto się z kim bił, ani to, kto był pacyfistą, tak jak sam Archil, ani to, kogo zabijali. Ważne było tylko to, żeby wygrali. No i tak też się stało.
Po masakrze, Archil zaślepiony łzami wściekłości uciekł, od razu zaczynając planować swą zemstę. Jedyne, co zrobił przed swą ucieczką, to pochowanie trupów swych pobratymców z obietnicą pomszczenia ich niesłusznej śmierci.
Elf zatem udał się do innych, zamieszkiwanych przez swych pobratymców osad, gdzie opowiedział swą historię. Część, dość duża część elfów zgodziła się mu pomóc w dokonaniu zemsty. Nawet część ludzi zgodziła się na to, paradoksalnie, nawet mieszkańców Ekelect.
Obecnie jednak, Archil postanowił tropić Madfreda i sprawdzić, co ten poczynia, by zbudować plan działania, który nie będzie możliwy do złamania przez nic. Nie obawiał się wykrycia. Jak większość elfów z plemienia wysokich doskonale władał magią. Oczywiście, jego zaklęcie ukrycia nie oszukało by innego elfa, czy choćby nawet gnoma, ale bardzo mały odsetek ludzi potrafił je przeniknąć, a Archil miał pewność, że w gromadzie, którą prowadzi znienawidzony kapitan takich ludzi nie ma, to też śmiało podążał za nim trop w trop.
Co prawda w momencie, w którym nieznany rozżalonemu elfowi złodziej odkrył na chwilę skrywany pod brezentem, jak się elf domyślał odmagiczniacz, kamień tłumiący magię, zrobiło się trochę gorąco, lecz zwinność jego ciała sprawiła, że zdążył się ukryć, nim ktokolwiek zdołał go zauważyć. Choć, jak teraz myślał, to zastanawiał się, czy przypadkiem idący na końcu maruderzy nie dostrzegli błysku jego płaszcza. Miał nadzieję, że nie został odkryty, ponieważ w chwili obecnej był sam 1. Dał by pewnie radę kilku, no może kilkunastu, ale nie poradził by sobie z całą armią, prawda?


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

2 odpowiedzi do „Arhil 01. Pościg.”

  1. Awatar Zuza
    Zuza

    Dałeś mi jeden pomysł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *